Instytut Prawniczy w Charkowie im. F. E. Dzierżyńskiego (obecnie — Narodowy Uniwersytet Prawniczy im. Jarosława Mądrego) Wydział Prawa, ukończył w 1970 roku
Świadectwo prawa do wykonywania zawodu adwokata: Obwodowa KDKA w Kijowie, Nr 453/10 z 28.07.1994 r.
Doświadczenie zawodowe w dziedzinie prawa — 50 lat.
Jego kariera sędziowska obejmowała dziesięciolecia: od pierwszych lat jako sędzia ludowy — do stanowiska przewodniczącego ludowego sądu rejonowego w obwodzie kijowskim. Rozpatrywał sprawy, których inni unikali. W jego sali sądowej nie było hałasu — tylko prawo. Zasadniczy, precyzyjny, niezłomny — formował wyroki, za którymi stała odpowiedzialność nie tylko prawna, ale i ludzka.
Pracował dopóki oddychał — bez zniżek na wiek, bez samopobłażania. W jego argumentach nie było zmęczenia. W jego pozycjach sądowych — ani jednej szczeliny. To był profesjonalista starej szkoły, który trzymał linię, gdy inni milczeli.
W czasach sowieckich sędzia miał siłę. I jeśli ta siła nie przechodziła w okrucieństwo — to było rzadkością. Mój ojciec był właśnie taki: twardy, ale sprawiedliwy. Zasadniczy, ale ludzki. Jego sala sądowa była miejscem, gdzie słowa nie podnosiły się głosem — tam mówiono formułowaniami. Podejmował wyroki w sprawach, gdzie inni bali się brać odpowiedzialność. I zawsze — wyważenie, bez demonstracji. Jego twardość była spokojna. Jego decyzje wytrzymywały każdy nacisk — i pozostawały decyzjami.
Po zakończeniu kariery sędziowskiej kontynuował pracę w systemie władzy wykonawczej, kierował działami prawnymi przedsiębiorstw sektora rolnego, a później — w Radzie Najwyższej Ukrainy.
Jego analityczna precyzja, logika, głębokość myślenia, umiejętność widzenia nie powierzchni, ale istoty — były wartościowe dla całego systemu i wpływały na procesy legislacyjne. Szanowali go nawet ci, którzy się z nim nie zgadzali.
W 1994 roku otrzymał świadectwo adwokackie i praktykował nieprzerwanie do ostatniego dnia życia.
Nie dożywszy pół roku do 80. urodzin, prowadził sprawy z tą samą precyzją i chłodną jasnością co dziesięciolecia wcześniej. Jego ostatnia sprawa adwokacka na kilka dni przed śmiercią — szczególnie ciężkie przestępstwo karne, o które oskarżany był jego klient, zakończyła się wyrokiem uniewinniającym dla klienta. Decyzja podjęta dzięki jego argumentom, jego logice, jego prawnej nieugiętości.
To nie był tylko ostatni proces. To był finałowy akt zawodowy Mistrza, który pracował do końca — bez błędów, bez pauz, bez prawa do słabości.
Był więcej niż ojcem. Był fundamentem. Moje zasady — od niego. Moja twardość, moja niezłomność, moja zdolność przyjęcia ciosu i dojścia do końca — to wszystko z jego szkoły. Przekazał mi nie tylko zawód, ale kręgosłup. To, na czym stoją nie firmy — na czym stoją pokolenia.
Nie tylko nadał kierunek firmie — pracował razem ze mną, był obok na starcie, kształtował mnie jako prawniczkę bez patosu, ale z graniczną wymagalnością.
Tradycja rodzinna — to nie sentyment. To kiedy codziennie wchodzisz do biura, stajesz przed złożoną sprawą — i wiesz, jak działać, bo w tobie został zaложony kręgosłup, który się nie łamie. I ja się nie złamię. Bo on — był właśnie taki.
Jego imię — to więcej niż profil na stronie. To moja krew, moja linia, moja siła. I firma trzyma się na tym tak samo jak ja.
On położył fundament. Ja — podniosłam podpory, które trzymają fortecę. Fortecę zdolną wytrzymać każdy nacisk. Tutaj nie ma przypadkowych — tylko ci, którzy trzymają poziom.